FacebookGoogle+

Nie oddam kontroli nad firmą

Elektrosystemy 11/2000Rozmowa z Bogusławem Wypychewiczem, prezesem zarządu ZPUE SA

Koncern ABB jest jednym z największych dostawców firmy, którą Pan kieruje. Czy kłopoty koncernu – zarówno w Polsce, jak i na świecie – odbiły się na współpracy
z ZPUE?
– Współpracujemy z ABB w wielu dziedzinach. Jest on największym dostawcą komponentów do produkcji naszych urządzeń. Problemy, jakie przeżywa ten koncern na świecie nie mają wpływu na współpracę. Natomiast sama restrukturyzacja zakładów w Polsce trochę ją komplikuje – ze względu na częste zmiany osób, z którymi rozmawiamy, utrudnione kontakty z działami, z którymi prowadzimy negocjacje. Trudno powiedzieć, w którym kierunku będzie się ta współpraca rozwijać. Wszystko zależy od ABB i warunków, jakie nam zaproponują w przyszłości. Jeżeli będą one lepsze – to współpraca będzie się rozwijać. Jeśli warunki będą się pogarszały – współpraca będzie się powoli kurczyć.

Nie oddam kontroli nad firmą

Czy rozpatruje Pan możliwość kapitałowego zaangażowania ABB – lub innego zagranicznego koncernu – w ZPUE?
– Nie sądzę, aby któryś z inwestorów branżowych zechciał się zaangażować w inny sposób niż poprzez zakup większościowego pakietu akcji. W perspektywie co najmniej kilku najbliższych lat nie przewiduję jednak sprzedaży pakietu większościowego zagranicznemu inwestorowi branżowemu. W dalszej perspektywie wszystko zależy natomiast od zaproponowanych nam warunków.
Bez dopływu nowych technologii, który gwarantuje zagraniczny inwestor, trudno będzie przetrwać na rynku firmie tylko z polskim kapitałem. Rynek ten jest coraz bardziej zdominowany przez koncerny zagraniczne.
– Nie podzielam tego pesymizmu. Powiem nieskromnie, że na polskim rynku czujemy się bardzo silni. Naszą siła są dobrze wyszkolone kadry, przede wszystkim jeżeli chodzi o technikę i technologię. Nasze produkty w niczym nie ustępują produktom zachodnim. Proszę zwrócić uwagę, że nasz udział w rynku stale rośnie – nie chodzi tylko o wzrost wartości sprzedaży. ZPUE ma coraz większy udział w rynku nawet pomimo zmniejszających się inwestycji w energetyce. Zakup kontrolnego pakietu akcji firmy przez inwestora branżowego byłby więc niczym innym, jak kupieniem części polskiego rynku.
Inwestor taki dysponowałby jednak technologiami, które dla Pana firmy, w oparciu o polską myśl techniczną, są po prostu niedostępne.
– Wszelkie niezbędne technologie albo już mamy, albo wkrótce będziemy mieć. Nie jest do tego potrzebny zagranicznych inwestor. Oczywiście myślę o polskim rynku. Jeżeli taki partner umożliwiłby nam np. ekspansję na inne rynki zbytu, np. na rynki Azji i Afryki czy Europy – to taka inwestycja z naszego punktu widzenia miała by sens. Dla ZPUE oznaczało by to po prostu znaczne zwiększenie produkcji, co jest zresztą priorytetem dla każdej firmy produkcyjnej. Jeżeli nam to umożliwi, możemy to wziąć pod uwagę. Nie będziemy jednak sprzedawać tylko udziału w rynku.
Strategia firmy na najbliższe lata zakłada skoncentrowanie się na eksporcie do krajów byłego ZSRR oraz na Daleki Wschód. Na zachodzie jest za duża konkurencja?
– Kraje Unii Europejskiej, a szczególnie energetyka w tych krajach, są hermetycznie zamknięte przed zagraniczną konkurencją, nie tylko zresztą dla polskich wyrobów.
W tym momencie nie jest możliwe znaczące zwiększenie eksportu do tych państw.
Z drugiej strony, na polskim rynku nie ma takich barier. Ze staropolską gościnnością otwieramy się na wszystkich.
W dłuższej perspektywie taka liberalna polityka skutkuje wzrostem konkurencyjności polskich produktów.
– Zgoda, ale pod warunkiem, że również polskie firmy mają równe szanse w krajach Unii. A tak, niestety, nie jest. Powinna w tym wypadku obowiązywać zasada wzajemności.
Widzę jednak pewien postęp – coraz więcej polskich menadżerów wybiera wyrób polski, jeśli jest on porównywalny jakościowo i cenowo z wyrobem zachodnim.
Jednym z etapów ekspansji na wschód jest otwarcie w Moskwie spółki-córki. Czy to nie za duże ryzyko inwestować na tak niepewnym i nieprzewidywalnym rynku?
– Naszym partnerem w Moskwie jest brytyjska firma Hitech, działająca tam od sześciu lat. Moskwa docelowo ma się stać przyczółkiem do wejścia na rynek całej Rosji. Nasz partner ma już wypracowaną pozycję, umie się na tamtym rynku poruszać, jest wręcz gwarantem naszej inwestycji. Hitech jest firmą wykonawczą, symbioza z nami jest więc idealna. My wnosimy produkcję, a oni – montaż i projektowanie. Z Polski będą przywożone komponenty, montowane już w Rosji w stacje i w rozdzielnice.
Czy dekoniunktura na giełdzie i mniejsze niż planowano wpływy ze sprzedaży akcji nowej emisji wymuszą korektę planów, dotyczących inwestycji?
– Bessa na giełdzie nie ma wpływu na bieżące funkcjonowanie firmy. Miała natomiast duży wpływ na emisję akcji, która zastała przeprowadzona właśnie w czasie dekoniunktury. Planowaliśmy wyemitować 300 tys. akcji po 30 zł, a sprzedaliśmy ostatecznie 100 tys. po 26 zł. W stosunku do założeń na inwestycje zostało więc pozyskane znacznie mniej środków.
Inwestycje będą więc zagrożone.
– To zbyt daleko idące wnioski. Są to inwestycje, które miały być zrealizowane w ciągu najbliższych dwóch – trzech lat. W przyszłym roku znajdziemy inne źródła ich sfinansowania.
Na przykład jakie?
– W najgorszym wypadku będą to kredyty bankowe. Ale rozpatrujemy też inne scenariusze.
A jakie konkretnie inwestycje planowane są w najbliższym czasie?
– Głównie chodzi o inwestycje zmniejszające koszty produkcji oraz technologiczne. Największą z nich jest realizowana właśnie budowa własnej, nowoczesnej, sterowanej numerycznie betoniarni. Dzięki temu obniżymy koszty. Drugą inwestycją jest produkcja rozdzielnic w izolacji gazowej. Jako jedyna firma w Polsce wytwarzamy rozłączniki i rozdzielnice w izolacji SF6. Chcemy samodzielnie produkować aparat do tej rozdzielnicy. Obecnie kupujemy go z Włoch, ale chcemy opracować własną technologię. Przez kilka lat zbieraliśmy doświadczenia, a teraz wprowadzimy je w życie.
Jakie firmy uważa Pan za największych konkurentów dla ZPUE na polskim rynku?
– Jeżeli chodzi o stacje konterenowe – Elektromontaż Lublin i Scheidt. W przypadku rozdzielnic – zdecydowanie Schneider, Siemens oraz ABB.

Nie oddam kontroli nad firmą

Wraz z żoną Małgorzatą dysponuje Pan większościowym pakietem akcji ZPUE, dającym praktycznie nieograniczoną kontrolę nad firmą. Na początku roku, po dwuletnim piastowaniu funkcji szefa rady nadzorczej, zdecydował się Pan znowu zająć bieżącym zarządzaniem i objąć fotel prezesa zarządu. Dlaczego?
– Tworząc spółkę akcyjną wyobrażałem sobie, że po pewnym czasie mogę zająć funkcję prezesa rady nadzorczej, patrzeć na wszystko z góry i wyznaczać tylko strategiczne kierunki, nie mieszając się w bieżące zarządzanie. Okazało się to bardzo trudne. Nie umiałem stanąć z boku, nie wtrącać się. Po prostu będąc prezesem rady nadzorczej za bardzo ingerowałem w zarządzanie bezpośrednie, co dla firmy nie było dobre. Po dwóch latach zdałem sobie sprawę, że nie mogę stanąć zupełnie z boku i myśleć wyłącznie w kategoriach strategii firmy. Tym bardziej, że rynek energetyki w tym czasie przeżywał znaczący regres. Trudno było myśleć o rozwoju grupy kapitałowej, wchodzeniu w spółki zależne z zakładami energetycznymi. Odpowiadając wprost na pytanie: była to sprawa wyłącznie mojej mentalności.
Nie był Pan zadowolony z dotychczasowego zarządu?
– Byłem całkowicie zadowolony, cała kadra menedżerska została w firmie, zarząd się nie zmienił. Uważam, że kierownicze stanowiska w firmie zajmują właściwe osoby.
W branży elektrotechnicznej często jedynym sposobem zdobycia dobrze wyszkolonych pracowników jest podkupienie ich od konkurencji. Wynika to po części z braku odpowiedniej liczby wykwalifikowanych fachowców, po części z braku odpowiednich programów motywacyjnych w samych firmach. W jaki sposób ZPUE pozyskuje nowych ludzi?
– Jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że siedziba ZPUE jest na prowincji. Ludzie
z okolic Włoszczowy utożsamiają się z firmą, a ponadto staramy się ich tak motywować, aby nie odchodzili. I w zasadzie nie odchodzą. W przypadku kadry menadżerskiej najwyższego szczebla nie zdarzyło się, aby ktoś odszedł do konkurencji. Jeżeli chodzi o średni szczebel, to są oczywiście takie przypadki. My jednak takich ludzi nie żałujemy: jeżeli ktoś od nas odchodzi, to znaczy że się nie sprawdził. Dobrych fachowców motywujemy tak, aby nie odchodzili. Praktycznie są nie do kupienia.
Pozyskiwanie nowych ludzi to szkolenie nowych pracowników, wyłuskiwanie ich jeszcze na etapie studiów czy nawet szkoły średniej i ciągłe inwestowanie. Nie podkupujemy fachowców od konkurencji – pomijając inne aspekty uważam to po prostu za nieetyczne. Podobnie zresztą jak stosowane często przez zagranicznych producentów ceny dumpingowe.
Dumping to bardzo mocne określenie.
– Firmy, które stosują dumping używają często sformułowania „promocja”, dorabiają pewną ideoologię. Nie jest to jednak nic innego jak sprzedaż wyrobów poniżej ceny ich wytworzenia.
Jakie firmy stosują takie praktyki?
– Nie chciałbym już rozwijać tego tematu.
W takim razie zmieńmy temat. Czy w najbliższym czasie ZPUE wprowadzi na rynek nowe produkty lub wejdzie w nowe dziedziny produkcji?
– Generalnie będziemy umacniać swoją pozycję w tych dziedzinach, w których jesteśmy już mocni. Na razie nie planujemy nowych, rewolucyjnych produktów, wchodzenia w ciężki przemysł lub elektrownie czy też zaangażowania w działalność internetową. Jestem zresztą przeciwnikiem ulegania modom – a tak właśnie traktuję tendencję do otwierania spółek internetowych. Jest to moim zdaniem mrzonka o łatwym pieniądzu.
Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali
Jacek Różański
i Mariusz Ignatowicz

Aktualności

Notowania – GIE

Wyniki GUS

Archiwum

Elektrosystemy

Śledź nas